lis 03

To co w relacji

Tak wiele kobiet broni się przed wzięciem od mężczyzny.
Za nami historie mam, które, być może tego taty doświadczały na odległość… smakiem zdrad… alkoholu… ciszy.
Za nami historie babć, które zakładały na siebie te jedne, poplamione do cna podomki, po to, by od rana do nocy pędzić z robotą. Tam przy nich często mężczyzny nie było wcale – bo odszedł wcześniej, albo zginął na wojnie. A jak był? To czasem i tak jakby go nie było. Więc w domu rządziła kobieta.

W takim scenariuszu, córce ciężko zaufać mężczyźnie.
Ona może go doświadczać tylko tak, by przynależeć do grona kobiet swojego rodu.
„Mamo, babciu – ja taka jak Wy”
Skoro one nie mogły brać, ja także odmówię sobie tego prawa.
Naszemu sercu bowiem bardziej zależy na miłości mamy i babci, niż na więzi z tym chłopem… co to i tak „zawsze zawodzi”.

A kiedy nie możemy od mężczyzny wziąć, zaczynamy się dusić, męczyć i dźwigać.
Niektóre z Was wiedzą o czym mówię…
Bo to ten mężczyzna, w związku, symbolicznie powinien stać z koszulką o numerze JEDEN… a często na tę rolę, z przyzwyczajenia i z wewnętrznych zapisów, pchamy się my…
Czy to znaczy, że on z tą jedynką jest lepszy?
Nie.
Czy to znaczy, że wygrał?
Nie.
Oznacza to jednak, że może trzymać tasak do usuwania gąszczu dżungli.
To on toruje drogę, my natomiast idziemy tuż obok. Ale bez tej broni.
Ona, w takim wydaniu, nam nie jest potrzebna.

To co kobiece, służy temu co męskie.
Nie myl tego ze służącą …
Służenie sobie wzajemnie jest znacznie większe i należy do sfery sacrum.
Nie profanuj więc tego prostym rozumieniem.
Ciało kobiety służy ciążą i porodem.
To dar od niej, dla niego i całego jego rodu.
I kiedy mężczyzna stoi na swoim męskim – wie, że teraz jego kolej: na zajęcie się tą kobietą i ich wspólnym potomstwem.
I nie chodzi tu o uśmiech, kiedy ona rodzi.
Nie chodzi o dobre słowo, kiedy ona karmi piersią.
Chodzi o stawienie się do wyrównania.
„Ty dałaś mi życie naszego dziecka – ja więc chcę zapewnić Ci bezpieczeństwo i opiekę”… to dzieje się intuicyjnie. To dzieje się samo. Nikt tu kalkulatora wyciągać z kieszeni nie musi.
I Ci, którzy w partnerstwie stoją jako partnerzy… od tych tabelek excela stronią.
Bo wymiana dzieje się samoistnie.
Ty dajesz, ja biorę…
Ja daje, Ty bierzesz…
I ty pełny i ja.
Oboje w zaufaniu do naszej więzi.
Bo obrót wymiany tę więź zacieśnia.

Z brania od męskiego przychodzi też i orgazm.
On pojawia się tam, gdzie jest zaufanie.
Pochwa chwyta.
Zaprasza.
Otula.
Ale nie robi tego, kiedy jest w poczuciu zagrożenia.
Te, których mamy i babcie nie mogły ufać mężczyznom.
Te, których babcie i prababcie doświadczyły przekroczeń.
Te, których przodkinie zostały zastraszone, lub użyte – nie pozwolą sobie… zamrożą.

Kiedy wychodzisz na drogę poznania swojego mężczyzny – jako mężczyzny… chcesz od niego brać w pełni.
Bez tworzenia planów „na wypadek odejścia”.

Kiedy odwirusujemy komputer, przestaniemy patrzeć na życie przez pryzmat zepsutych, zacinających nas wciąż do strony startowej, programów.
I okaże się, że to branie i dawanie jest całkiem naturalne. Zamiast odrzucać wspólnotę, odrzucimy ciężar.
Bo tylko on ciąży … naprawdę.

Marianna Gierszewska

Czekam na Ciebie:

About The Author