x

Prawda piękna

Może to jej urok, ale tylko w towarzystwie maskary. Boginią miłości, staje się dopiero przy ogolonych nogach. Pełna życia i blasku przychodzę z odpowiednim kremem. A to wszystko w przeświadczeniu, że jestem tego warta, bo przecież jestem godna bycia piękną …

Opakowuję się więc w modne ubrania, obkładam się najlepszej jakości kosmetykami, kleje rozmaite doczepki i dodatki, robię dobrze oświetloną fotę, a na nią nakładam filtr. Po co filtr? 

Bo pomimo wszystkich zabiegów, wciąż widać, że jestem tylko człowiekiem, a ja chcę być kimś więcej. Chcę być pięknem. 

Najsmutniejszy jest moment po. Kiedy zdjęcie już zrobione, a uśmiech z twarzy wymazany. 

To chwila, w której okazuję się, że atrakcyjność była tylko przebłyskiem, a Ty zostałaś z tym samym, gorzkim uczuciem prawdy. Uczuciem, że i tak jesteś niewarta. 

Ta historia zaczyna się w łazience – dziesięć, piętnaście, może dwadzieścia lat wcześniej. Zaczyna się przy mamie, która z obrzydzeniem łapie się za swój brzuch, ciągnąc fałdy skóry. Potem brutalnie zaciska udo, żeby zlokalizować ilości i miejsca cellulitu. Na koniec, jej ręce, niby złote nici, popychają linię włosów przy skroniach do tyłu, pokazując jak wyglądałaby jej lepsza rzeczywistość. Rzeczywistość, która na twarzy nie ma wypisane nic. Młoda dziewczynka graweruje w sercu, najważniejszą informację o sobie: „Ja też chcę być piękna”. 

Piękna, czyli jaka? Wolna? Świadoma? Ukochująca siebie? Prawdziwa? 

Nie. Piękna, czyli z marzeniem o życiu i byciu bez skaz. Wiecznie jednak niezadowolona i zawiedziona, bo nigdy jakoś nie dość… 

Od najmłodszych lat, łapiemy dokładny kontekst siebie i swojego ciała. Porównujemy, podpatrujemy, oceniamy i krytykujemy w ten sam sposób, jaki widzimy u naszych rodziców i w mediach. 

Wraz z trafieniem w nowe, szkolne środowisko, te wszystkie – zdawałoby się – niewinne kompleksy i niepewności, ugruntowują się i utwardzają w opinii grupy. 

Jesteśmy w grze: od tego momentu, aż do końca naszego życia, będziemy ścigać się z wyidealizowanym, wciąż zmieniającym się standardem piękna. 

Na poziomie gry, który proponuje dzisiejszy świat, gonisz więc za szczupłą twarzą, delikatnie zdefiniowaną linią żuchwy, małym nosem, dużymi ustami, gładką cerą, wieczną młodością, idealnie jędrnym ciałem, brakiem blizn i cellulitu. Gonisz za figurą klepsydry, płaskim brzuchem, pełnymi piersiami, biodrami i pośladkami. Witaj w aktualnie pożądanej definicji piękna. 

Kobiety kolektywnie wyszły ze swoich ciał, by wejść do głowy otoczenia. Staramy się rozczytywać myśli tłumu. Chcemy przejrzeć co o nas sądzą inni i jak mogłybyśmy się na podstawie tych osądów zmienić? Pragniemy być lepszym doświadczeniem. Doświadczeniem milszym, ładniejszym, gładszym, smuklejszym, cichszym, grzeczniejszym. Wierząc bezgranicznie, że określa nas zdanie drugiego, ładujemy się w ramy i stelaże, które krępują ruchy, cele, wizje, szczęście i marzenia. 

Czekamy na swoje określenie: ładna, brzydka, duża, głośna, seksowna, dziwna, nieśmiała?

Taki opis chowamy do kieszeni spodni, przyjmując go jako jasną i jedyną prawdę o sobie. 

Szukasz piękna? Zwolnij jury, które zatrudniłaś do codziennej oceny siebie. Bo to za czym gonisz, jest tylko trendem. Modą. Ciekawostką. To, za co dziś walczysz na śmierć i życie, jutro okaże się przestarzałe i nieaktualne. A kiedy przedrzesz tą listę spisu norm i kanonów, zostaniesz Ty. 

Dokładnie taka, jaka jesteś dziś. Idealna w swojej nieperfekcyjności. Prawdziwa, szczera, żywa. 

Zostanie Twoje zmęczenie i blizny, trądzik i cellulit, krągłości i drugi podbródek, rozciągnięta skóra i znamiona … Zostanie radość i doświadczenia, Twoja wdzięczność i niepowtarzalność opowieści, zmarszczki szczęścia i płaczu, dotyk miłości i bliskości … Zobaczysz siebie, taką jaką jesteś. 

Najlepszą, ze wszystkich możliwych – jedyną. Nie szukaj więc bezbłędności – szukaj siebie. Nie doskonałości, ale człowieczeństwa. Moda na piękno jest ułudą i choć kusi – nie leży w zasięgu naszego doświadczenia. Jesteś ważniejsza niż odgórnie stworzone przykazania. Twoja opowieść, niesie blask, większy niż wszystkie definicje tego świata. Niech Twoją religią, stanie się po prostu autentyczność.

Marianna Gierszewska

Żałoba miłości

Ostatnia miłość: tak nazywam byłych partnerów i partnerki kobiet z którymi pracuję. Nie mówię ex, nie mówię były, była. Takie słowa kojarzą mi się z rodzajem odpadu, a miłość – nawet taka, która powiedziała ‘żegnaj’ – nigdy opadem nie jest. Przestać nim być, może jednak dopiero wtedy, kiedy ją zagoisz. 

Złamane serce, serce oszukane, porzucone, zostawione – potrzebuje czasu żałoby. 

Każdy związek, który nie skończył się w harmonii; każda relacja, wobec której miałaś inne nadzieje, zasługuje na domknięcie. Dając czas swoim emocjom, pomagasz swojej duszy. 

Stojąc naprzeciw żalu i żałoby, mamy zawsze dwa wybory: możemy się jej poddać, lub szybko znaleźć odpowiedni rozpraszacz. Musimy pamiętać jednak, że za rozproszeniem kryje się pewien paradoks: nieprzeżyta, stłumiona, porzucona żałoba, zawsze prędzej czy później wróci, a jej każdorazowy powrót będzie bolał bardziej i bardziej. Bo żałoby przeskoczyć nie możesz. Nie możesz jej oszukać. Jedyną, uwalniającą drogą zdrowienia, jest więc przez nią przejść. 

Żałoba boli. Jest drogą łez, wściekłości, bezsilności, smutku, zazdrości, gniewu. I niech taka będzie. 

Ten ból ma Ci wiele do zaoferowania. Przychodzi z prezentem doświadczenia, wdzięczności, odpuszczenia i ukojenia, ale dopiero, kiedy gotowa będziesz i Ty. 

Nie uciekaj w rozproszenia: pracę, używki, diety, ludzi. Nie uciekaj z jednego związku w drugi. Nie szukaj miłości na pocieszenie. Taką miłością nie szanujesz ani siebie, ani drugiej strony. Zalepiasz jedynie dziurę. Zakrywasz rękawkiem wciąż krwawiącą ranę. Nie dając sobie czasu na żałobę, nie dajesz sobie czasu na integrację wszystkich doświadczeń, z którymi przyszła do Ciebie ostatnia relacja. Co się w niej stało? Co poszło nie tak? Co i kiedy się rozluźniło? Daj sobie czas na płacz, wściekłość, pytania i odpowiedzi. Bez nich, lada moment wpadniesz w te same schematy – z jedną różnicą: nowy partner czy partnerka będą mieli nową twarz. 

Zmiana przychodzi dzięki pracy. Zmiana przychodzi, dzięki drodze, której postanawiasz się oddać. W zaufaniu i bezpieczeństwie. Nowe jakości w relacji nie przyjdą, jeśli pozostaniesz na tej samej drodze. Nie oczekuj innych rezultatów, wciąż podążając za tymi samymi wzorcami. Jeśli przejeżdżasz na czerwonym świetle, niezależnie od auta, jakim jedziesz: będziesz dostawać mandaty. Bo to nie auto musi się zmienić. Auto nie ma tu nic do rzeczy. Znaczenie ma Twój wybór ciągłego przejeżdżania na czerwonym świetle. Przyglądaj się więc swoim wzorcom i mechanizmom. Pozwól sobie czuć, dokładnie to, co czujesz. Tu i teraz. 

Żałoba nie jest negatywna. Łzy i złość nie są złe. Są piękne i dobre, bo kształtują w Tobie człowieczeństwo. 

Straty zawsze kształtują człowieczeństwo. 

Rozpoznaj prawdę swojej żałoby:

– co chciałaś, by poszło inaczej? 

– gdzie w ciele czujesz ten żal? 

– jak, w obliczu tej straty, masz się ze sobą? 

– teraz, kiedy tak wiele się zmieniło, czego boisz się najbardziej? 

– co chciałabyś powiedzieć swojej ostatniej miłości? 

– jak się czujesz?  

A kiedy przez tę żałobę przejdziesz – to może stać się za miesiąc, za trzy, za sześć … – wtedy, na miejsce trudu, pretensji i ciężaru, wleje się akceptacja i zrozumienie. Zrozumienie, że ta historia – historia tej miłości, już zawsze będzie Twoja. 

To opowieść relacji, którą na zawsze zachowasz w sercu – widząc wszystkie prezenty z którymi przyszła… Dostrzegając wszystkie wspaniałe i ważne dla Was chwile, uszanujesz, że to czym była, miało wartość. Ten wspólny czas: miesiąc, rok, dziesięć, trzydzieści lat – miały znaczenie. Wasze wspólne wyjazdy, głupawki, kryzysy, ekscytacje. Wspólne decyzje, namiętności, dokonania, dzieci, są siłą i istotą Waszego spotkania. 

Jeśli więc pytasz: „jak odpuścić przeszły związek?”, odpowiedź brzmi: przejściem żałoby. Dostrzeżeniem wszystkiego tego, co się wydarzyło i wszystkiego tego, co nie poszło według planu. Wybaczaj i odpuszczaj. Płacz i odpuszczaj. Zauważaj i odpuszczaj. 

Ten związek, to małżeństwo, ta relacja jest częścią Twojej drogi, częścią historii. Nie wycinaj jej, nie kasuj. 

Twoja ostatnia miłość, jakkolwiekby się nie skończyła, jakkolwiekby nie wyglądała, odegrała swoją rolę w Twojej opowieści. Była częścią Twojej ewolucji. 

Nie zaprzeczaj temu co było. Nie zbywaj tego zimnym „już mi nie zależy, mam go gdzieś”.

Nie biczuj się pretensjami „mogłam zareagować inaczej”. Zaakceptuj i odpuść. 

Wypłacz, wyzłość, wykrzycz. Podziękuj za ten czas i wszystko to, co zapisało się w słowach:
„Wy, Wasze, Wspólne”.  Bo takie to było. Wasze, wspólne, ważne. 

Na świat przyszłaś z obfitością bezwarunkowej, nieskończonej miłości. 
Tę miłość nosisz w sobie. 
Tę miłość przyniesie Ci świat. 

Po przeżytej żałobie, spójrz na swoje odbicie. Kim jesteś? Czego szukasz? 

Daj sobie przyzwolenie na to by znów pokochać. Z wdzięcznością odkryj, że Twoje serce zasługuje na zakwitanie, 
u boku.

Marianna Gierszewska

Wdzięczność budzi światło

Wdzięczność. Jedna z najistotniejszych emocji w naszym życiu. Zduszona przez kulturę produktywności, perfekcjonizm i pęd czasów. Bo jak pogodzić celebrację momentu, z ciągłą chęcią posiadania więcej?  
 
Właśnie dlatego, większość z nas nie traci czasu na zatrzymanie się w uznaniu. Bo skoro mam wybierać, wybieram szybkość, działanie i wieczny niedosyt. Niedosyt, który z założenia ma stać się motywacją do dalszej pracy.  

Bez wdzięczności za „tu”, nigdy nie będzie wdzięczności za „tam”. Bez docenienia dziś, nigdy nie docenisz jutra. Bo zawsze będzie mało, zawsze nie dość dobrze, zawsze z poczuciem, że najlepsze wciąż przed Tobą.  

Podzięka za dziś, nie zamyka Ci drzwi do lepszego jutra. Ona je otwiera. Dlaczego? Ponieważ to wdzięczność współtworzy miłość, szczęście i pasję. To wspomniana wdzięczność otwiera serce i umysł na to, co lekkie, dobre i jasne. To ona rozchyla drzwi, do których może wlewać się więcej i więcej: okazji, bogactwa, inspiracji, spotkań, zdarzeń, uczuć.  

Ambicja nie musi kłócić się z wdzięcznością. Możesz mieć plany, cele i wizje. Możesz w emocjach, ekscytować się  na kolejne zdarzenia, przy jednoczesnym zatrzymaniu intencji w podzięce – dziś.  

Taka wdzięczność nie ma sztywnych zasad, prawidłowych reguł. Zaczyna się od rzeczy i momentów tak małych, jak możliwość wypicia pysznej kawy czy zjedzenia rodzinnego śniadania. Wdzięczność uznaje chwile małe i duże. Uznaje sukcesy i porażki, dobre i gorsze dni. Uznaje łatwe i trudne. Swoje błogosławieństwa bowiem możesz dostrzegać nawet w te trudne dni.  

A jeśli uda Ci się spojrzeć na to nawet szerzej, zobaczysz, że wdzięczność za sztorm, przynosi uspokojenie fal.  

Bo każdy sztorm oczyszcza Twoją ścieżkę, przygotowując ją na rzeczy piękne, większe i jaśniejsze. Każdy taki sztorm – choć czasami możesz o tym zapominać – przychodzi z prezentem i wzmocnieniem.  

„Widzę i doceniam to co mam dziś, pozostając gotowa na obfitość, którą przyniesie jutro.” 

Nie domknę tematu wdzięczności, bez oświetlenia pełnego potencjału z jakim do nas przychodzi.  

Mówię tu o odpowiedzialności. Wdzięczność rodzi uczciwą odpowiedzialność. Bo jeżeli widzisz podstawy do powiedzenia: „Jestem wdzięczna…”, to widzisz również ważność tych powodów. Widząc ich ważność, rozumiesz ich cenę. Rozumiejąc ich cenę, dostrzegasz, że jedyną odpowiedzialną, za wszystko co masz osobą – jesteś Ty.  

Kiedy więc mówisz: „Jestem wdzięczna za kolejny dzień życia; za możliwości; za bliskich mi ludzi; za wsparcie;  za wspaniałą pracę” – mówisz: „Widzę, co już mam, widzę co zbudowałam i czego dokonałam. Rozumiem złożoność drogi, która doprowadziła mnie do tego miejsca. Widzę, ile dobra mnie otacza i wiem, że to ja jestem za to odpowiedzialna”.  

Taka wdzięczność budzi światło. Taka wdzięczność prowadzi Cię do ambicji – ale nie tej opartej na wyścigu, rywalizacji i porównaniu. To ambicja, która skupia Cię na swojej drodze i na własnym szczęściu. Bo staje się otwarta.  

Wdzięczność widzi wszystko to co masz, tym samym dziękując za wszystko, co przyjdzie następne – lub też raczej – co więcej, zbudujesz już za moment. 

Marianna Gierszewska

Twój kontekst

Każde zachowanie, każda emocja, każda utrwalona w Tobie opinia ma sens. Dlaczego?  

Bo każda z nich ma swój kontekst. 

Perfekcjonizm, samokrytyka, nienawiść do siebie i swojego ciała, zachowania autodestrukcyjne, napięcia, stany lękowe, brak odczuwania przyjemności, nałogi – są perfekcyjnie jasne, kiedy przyjrzymy się Twojej niepowtarzalnej historii.  

Poznałam wiele kobiet, które zalane piętrzącymi się emocjami, zadają w kółko jedno i to samo pytanie:  

Co jest ze mną nie tak?  

Nic nie jest z Tobą nie tak. Wszystko, co czujesz, wszystko co widzisz i jak to widzisz, jest dokładnym obrazem schematów, w które pewnego dnia musiałaś wejść, żeby przetrwać.  

Dziecko, pełne braku wyrośnie na dorosłego, który jakoś te pustki będzie starał się zakleić.  

Ale ponieważ, tak niewielu z nas przygląda się własnym ścieżkom i mechanizmom, zaklejamy je często na oślep, w pokraczny, nietrwały sposób.  

W końcu, jak masz zrobić porządny remont mieszkania bez jakichkolwiek narzędzi?  

To dlatego tak wiele z nas, tkwi w poczuciu niekończącej się walki z rzeczywistością. Bo paznokciami zdrapujesz stare farby, pięściami starasz się wyburzyć niepotrzebne ściany. Kleisz na oślep, na ślinę, dziwiąc się, że nic w tym Twoim mieszkaniu nie idzie tak jak sobie zaplanowałaś.  

Krok w tyłu. Tego potrzebujesz. Dać sobie czas, żeby dojść do sklepu, wybrać odpowiednie do Twojego domu narzędzia i pokój za pokojem, metr po metrze, zbudować swoje własne przestrzenie pięknego życia.  

Kiedy dorastamy w nietrwałościach i pomijanych potrzebach (bezpieczeństwa, stabilności, uwagi, miłości) – oswojeni z brakiem – adaptujemy się.  

Gniemy, do rozmiarów na tyle bezpiecznych, na tyle właściwych, żeby przetrwać.  
I trwać nam się udaje. Czasami długie, długie lata.  A taki nieruszony bagaż, może nam ciążyć w życiu dorosłym na bardzo wielu płaszczyznach.  

Możemy niechcący wpaść w skrajną kontrolę i perfekcjonizm, wychodzące z potrzeby wpływu na otaczającą nas rzeczywistość. Rzeczywistość, z którą jako dziecko nie mogliśmy zrobić przecież nic.  

Możemy tkwić w nieszczęśliwej, chłodnej relacji, która będzie dla nas „nieszczęściem ograniczonym” – bo jasne: „może i tego szczęścia nie czuje, ale przynajmniej jest stabilniej niż było w domu.”  

Możemy godzić się na okruchy miłości, nigdy nie uważając, że zasługujemy na więcej…  

Możemy celować we własne ciało – starając się je ukarać, zabierając mu: jedzenie, apetyt, ochoty, przyjemności.  

To odsuwanie się od ciała, może dawać ułudę bezpieczeństwa, bo przypominać nam będzie o znanym z dzieciństwa ignorowaniu: z tą jednak różnicą, że teraz to my jesteśmy katami – i to samych siebie.  

Takie braki z domu, mogą wychodzić też na przykład w zamrożeniu przyjemności.  

Bo przyjemność potrzebuje odwagi. Przyjemność, potrzebuje kontaktu z pragnieniami i chęciami.  

Takie (jak to nazwałam wcześniej), „pogniecione osobowości”, rzadko kiedy mają szansę na skontaktowanie się z własnym JA. Takim jakie jest naprawdę. Bo jeśli nie rozmawiasz ze sobą od lat, coraz trudniej będzie Ci zrozumieć swój własny język. Ale to nie znaczy, że jest to niemożliwe. I przede wszystkim, to nie znaczy, że nie da się tego odkręcić.  

Żaden z wyżej opisanych przykładów, nie szuka winnego. Nie jesteś winna niczemu.  

Takie trudne, porysowane miejsca, są wspaniałą okazją do rozbudzenia ciekawości i rozpoczęcia pracy ze sobą.  

Zachęcają do wczytywania się i obserwowania swojego wychowania, przekonań i prawd. 

To miejsca, które podsuwają podstawowe pytanie: „Czego brakowało mi wtedy? Czego więc szukam dziś i jakimi sposobami tego szukam?” 

Kontrola, prosi bowiem o poczucie bezpieczeństwa.  

Perfekcjonizm błaga o uznanie.  

Brak miłości do siebie płacze za widzeniem i uwagą.  

A zimno względem swojego ciała, prosi o bezwarunkowość i ciepło.  

Zajrzyj do środka, by zobaczyć jak duże są Twoje potrzeby miłości, przynależności, bezpieczeństwa i zrozumienia. Zamiast łapczywie rzucać się na to, co na zewnątrz, ze spokojem i troską, spróbuj wejrzeć do środka.  

Zamiast ze złością pytać Co jest ze mną nie tak? – zapytaj –  Skąd to przekonanie / wierzenie / emocja przychodzi?
I jaką informację o mnie i o moim życiu niesie w prezencie?  

To start każdej pracy.  

Jestem i trzymam Cię za rękę. 

Marianna Gierszewska






Nasze Social Media