Wciąż czekające dziecko…

Ile Ciebie czeka na inną mamę i innego tatę?
Ile Ciebie czeka na inne zakończenie przeszłych historii?
Ile Ciebie czeka na inną reakcje, w tym czym z opiekunem dzielisz się, dziś…
Ile Ciebie czeka?
Ile jest tej małej, tego małego, w zatrzymaniu, na wysoko uniesionej klatce piersiowej na wdechu…
w czekaniu, oczekiwaniu, liczeniu na…

Ile Ciebie zabranego ze swojego życia, do czekania?
Którą raną nie możesz się tu zaopiekować?
Którą ranę raz za razem otwierasz i pozwalasz w niej jątrzyć innym?

Odrzucenie?
Porzucenie?
Zdradę?
Niesprawiedliwość?
Upokorzenie?

Ile jeszcze musi się zdarzyć, byś się przy tym zatrzymał i zatrzymała?
To miejsca w Tobie, które potrzebują opieki.

Rodzic, na jakiego czeka w Tobie głodna, dziecięca część, nie wróci.
Jesteś Ty i Twoja odpowiedzialność za własne gojenie…
albo za odtwarzanie w kółko,
w kółko,
w kółko,
w kółko
głębokiego, przejmującego zawodu.
Na wielu poziomach i przy wielu ludziach.

Bo każda rana zajmuje bólem, wiele.